Ojczyzna – 100 lat i co dalej?

Urodziłam się w tym kraju i mało wiem o jego historii. Wiem że jak byłam mała wszystkiego było za mało. Ludzie żyli w nieustannym braku, sklepy były puste, a jak coś w nich było, to trzeba było stać dniami i nocami w kolejkach.

Raz obudziłam się z kuzynka w domu, byłyśmy same bez mam. Mamy poszły do rzeźnika stać w kolejce po kości do zupy. A my myslałyśmy że ktoś nam ukradł mamy i chciałyśmy uciec przez balkon na parterze i powiadomić policję która znajdywała się na przeciw.

Mówiono mi że to jest komuna. Krzyczałam: Nie ma wolności bez solidarności! Ale mama mi mówiła że tak tylko mogę mówić w domu. Na ulicy tak nie wolno bo pójdę do więzienia. I mimo to że w ogóle nie wiesz o co chodzi, nawet jako dziecko czujesz że coś jest tu grubo nie tak, jeżeli wsadzą ciebie do więzienia za słowa.

Wyjechaliśmy z tego kraju bo na zachodzie była wolność. Dopiero teraz widzę największy dar który te życie za granicą mi dało: jestem wolna, nie interesuje mnie to co inni robią i myślą i czy moja droga jest normalna czy nie. Mimo wszystko jestem Polką. Czułam to już po zakończeniu studiów że chce wrócić do Polski, ale wiadomo zero doświadczenia, zero kasy, i zero kontaktów. Zostałam w Niemczech.

I drogo za to zapłaciłam bo stworzyłam życie które mi wcale nie odpowiadało. Zadawalałam siebie rzeczami które mi bardziej szkodziły niż wzbogacały moje życie. I w pewnym momencie wiedziałam że wracam do Polski. Że muszę odnaleźć tą część siebie żeby czuć się całą. Na dobre i na złe. Żeby być sobie dosyć.

Od kiedy opuściłam ten bezpieczny szlak, moje życie stało się kolorowe i nabrało smaku. Mówię tutaj o wszystkich kolorach i smakach, i wolałam takie życie niż mdły smak bezpieczeństwa i nudy. Ale co spotkało mnie w Polsce? Myślę że dobrym podsumowaniem jest: to kraj między “Kurwa, ja pierdole” i “Jezus Chrystus i Maria Święta”. Życie w Polsce jest proste, ludzie bardziej naturalni, ale nadal lubią się trzymać wyznaczonych zasad. Były zabory, była komuna, a teraz jest kapitalizm i nowoczesne niewolnictwo. Nowe pokolenie ciśnie na studia, do korpo, do banku po kredyt. Żyje dalej wzorem.

Kiedy miałam 13 lat pojechałam do Polski na kolonie w góry. Był tam góral który śpiewał nam przy ognisku piosenkę której treść była zakazana. Nigdy nie zapomnę słów ale też nigdy nie odnalazłam reszty tekstu: “Statystyczny uniform prawie szyty na miarę, precyzyjny jak echo, jak szwajcarski zegarek. Chociaż kradnął powietrze, chociaż dusił pod szyją, ale jakoś się żyło, jakoś się żyło.”

I mamy teraz rok 2018 a te słowa są dalej jak najbardziej aktualne. Ten kraj nie chce wolności bo jej jeszcze wcale nie posmakował. I jak można robić ludziom zarzuty. Ta nasza ojczyzna o którą ojcowie nie byli w stanie zadbać. Bo nie mieli wzorców, bo byli dziećmi ludzi straumatyzowanych wojną, i nawet jeżeli nie pili, to mało robili. Nasi ojcowie byli w najlepszym przypadku trzeźwi i obecni.

A matki? Dlaczego polska kobieta musi być suką? Dlaczego musi być ciagle niezadowolona i narzekać, równocześnie nigdy nie przyjmować pomocy od innych? Wydaje mi się że Polacy lubią takie kobiety, bo o nie trzeba się starać. Bo one są odbiciem ich własnego braku wartości. Bo łatwiej się trzymać czegoś co jest ci znane. I tak to się toczy z pokolenia na pokolenie, ten brak który hamóje w pełni rozwój i wolność.

Wiem że wsadzam palce do rany, ale co to dla nas znaczy? Żyjemy w kraju w którym ludzie dalej udawają, w którym nie mówi się w rodzinach otwarcie o niczym, już nie mówiąc wcale o słabościach. Bo tego tutaj nie ma. Brak czułości i empatii, bo traumy powojenne były tak mocne, że ten naród odciął się od swoich podrzeb i braków uczuciowych.

I to zrobiło coś z nami co działa chyba najbardziej destrukcyjnie. Nie ufamy sobie ani innym. W każdym widzimy wroga. “Polak Polakowi największym wrogiem.” To siedzi w naszych głowach, to widać na codzień jak człowiek traktuje człowieka. Panuje chamstwo i pazerność.

Teraz tylko liczy się nadrobić te stracone lata, bo wartość jest tylko w tym co budujesz. Tak że każdy teraz chce pracować, zarabiać i kupować. To nie jest życie. Pozwalamy na to że obce rynki (bo nadal mało polskich firm w tej Polsce) tworzą sobie dostęp do naszego życia, domu, i rodziny. A co gorsze, naszej woli.

Apropos braki. Czy ktoś jeszcze myśli o tych 3 milionach osób które wyjechały? Czy ktoś czuje te braki, że w prawie każdej polskiej rodzinie kogoś nie ma? Dla mnie to jest następna duża trauma tego kraju o której konsekwencji jeszcze nie mamy pojęcia. Chowając się w Berlinie uczono nas w szkole że brakuje nam 6 milion osób które stracił Holocaust. Czy tutaj w Polsce ktoś uczy tego że 3 milionów osób wyjechało żeby przeżyć. Ja to czuję że rodzina jest daleko i mimo to żeby chciała wrócić nadal nie ma zbyt jak. “Bo z czego tu żyć?” To chyba najbardziej słyszane zdanie w Polsce.

I tak ja podsumowuje te 100-lecie. Rodzi się nowe pokolenie które nie będzie w stanie zrozumieć co nas zrobiło takich jacy jesteśmy. Każdy naród ma swoje traumy. Jak się wydaje Polacy chyba zawarli abonament, ale to też coś o nas świadczy. Że jesteśmy silniejsi bo jesteśmy w stanie to wszystko wytrzymać i żyć dalej. Tylko że życie to nie jest zaledwie przeżycie. Siła rodzi się z wspólnego pokonywania tych traum, rozmawiania o tym co boli ale też o tym co ma przynieść przyszłość.

Będąc w tym roku w Izraelu zrozumiałam jak bardzo nasze narody i losy są powiązane. Trzeba walczyć o swoje i trzymać się tradycji. Ja płaczę bo nie mam szans na wizę o pracę, ale widzę jak zagraniczne firmy wykorzystują Polaków i mam szacunek przed krajem który stawia swoich obywatelów na pierwszym miejscu.

Droga Polsko, życzę Tobie dużych zmian wewnętrznych, nie na raz, krok po kroku. A przede wszystkim poczucia wartości, zaufania w siebie i empatii wobec swoich ran. 🤝

Leave a comment

Blog at WordPress.com.

Up ↑